SMART CITY, GŁUPI CZŁOWIEK

Miasto przyszłości miało być wygodne. Tak przynajmniej obiecywano w folderach pełnych uśmiechniętych ludzi jadących elektrycznym autobusem wśród drzew, których nikt nigdy nie podlewa. Wszystko miało być „smart”. Inteligentne przystanki, inteligentne światła, inteligentne parkingi. Człowiek też miał być inteligentny. Problem w tym, że w tym całym procesie najmniej inteligentnie potraktowano właśnie człowieka.

Dzisiaj, żeby zaparkować auto, trzeba mieć aplikację. Żeby kupić bilet, aplikację. Żeby zgłosić dziurę w chodniku — formularz online, konto użytkownika, potwierdzenie mailowe i najlepiej jeszcze kod SMS. Niedługo pewnie do zgłoszenia gołębia siedzącego krzywo na ławce będzie potrzebny Profil Zaufany i autoryzacja bankowa.

I wszystko to dzieje się pod hasłem wygody.

Starsza pani stojąca przy parkomacie przypomina dziś człowieka próbującego uruchomić reaktor atomowy. Ekran świeci. Czas leci. Kolejka rośnie. Za plecami ktoś już wzdycha. A system? System działa perfekcyjnie. Tylko użytkownik jakiś niewydolny.

Najbardziej fascynujące jest jednak to, że każde utrudnienie sprzedaje się dziś jako postęp. Zabrano miejsca parkingowe? To „odzyskiwanie przestrzeni”. Zwężono ulicę? „Uspokojenie ruchu”. Człowiek jedzie do pracy godzinę dłużej? To już jego osobista podróż ku ekologicznej świadomości.

Miasto zaczyna przypominać eksperyment społeczny prowadzony przez ludzi, którzy ostatni raz jechali komunikacją miejską podczas wycieczki szkolnej w 1998 roku.

A zwykły człowiek? On już nawet nie protestuje. Stoi w deszczu, skanuje QR kod i modli się, żeby aplikacja znowu nie wymagała aktualizacji.

Zostaw komentarz

Przewijanie do góry